K-278 Komsomolec - radziecka łódź podwodna o napędzie jądrowym
Źródło: Wikipedia Commons

Atomowa forteca ZSRR. K-278 Komsomolec miał być nuklearną dumą, ale zatonął

Stanisław JanowskiStanisław Janowski
31 Sierpnia 2020

Miał być rosyjskim postrachem mórz i zabezpieczeniem w przypadku nuklearnego konfliktu. Stał się przykładem niefrasobliwości radzieckiej armii i przestrogą przed lekkomyślnym decyzjom. K-278 Komsomolec zatonął, chociaż nie musiał.

Chociaż sytuacja wydawała się opanowana, o czym poinformował oficer wachtowy, to kilka godzin później ponad połowa załogi była martwa. Tej tragedii można było uniknąć, ale zawiodła radziecka duma i brak doświadczonej załogi.

Okręty podwodne gwarancją wzajemnego zniszczenia

Kolejne dekady następujące po II wojnie światowej to okres wyścigu zbrojeniowego między Stanami Zjednoczonymi, a ZSRR. Najgroźniejszą bronią, w którą zbroiły się obydwa państwa była bomba atomowa. Broń, która brutalną reprezentację swojej siły zaliczyła w Hiroszimie i Nagasaki dawała ogromną władzę tym, którzy ją posiadali. Kuriozalnie dawała również bezpieczeństwo, że nigdy nie zostanie użyta, ponieważ państwa, które ją posiadały zadbały o to, żeby w razie niespodziewanego ataku mieć możliwość nuklearnego odwetu. Mówi o tym doktryna MAD (Mutual Assured Destruction, czyli wzajemnie gwarantowane zniszczenie). Filarem doktryny stały się okręty podwodne, które były zdolne przenosić na swoim pokładzie i w razie potrzeby wystrzelić rakiety balistyczne z głowicami atomowymi.

Wyścig zbrojeń na dnie oceanu

Związek Radziecki oraz NATO pracowały co prawda nad systemami wykrywania łodzi podwodnych, jednak okręty te były również regularnie usprawniane, dzięki czemu były w stanie wytrzymać pod wodą bez wynurzania się nawet kilka tygodni. To właśnie one były ostatnim bastionem ochrony przed agresją wroga. Ostateczne plany zakładały możliwość zniszczenia terytorium, lotnictwa, rakiet ukrytych w silosach, ale statki podwodne miały zostać do końca w celu wyprowadzenia ostatecznej i wyniszczającej kontry. W latach 70. radzieckie okręty nadrobiły straty do swoich amerykańskich odpowiedników, a inżynierowie zaczęli prace nad kolejną generacją jeszcze lepszych i groźniejszych maszyn.

Polska Policja z nową bronią. Jej moc jest przerażającaPolska Policja z nową bronią. Jej moc jest przerażającaCzytaj dalej

Komsomolec – tytanowa bestia

Jednym z okrętów nowej generacji zaprojektowanych przez radzieckich inżynierów był właśnie K-278 Komsomolec. Był to jedyny egzemplarz okrętu podwodnej typu Mike (według NATO). Komsomolec był okrętem o napędzie jądrowym, a na jego produkcję nie szczędzono pieniędzy. Wystarczy wspomnieć, że konstrukcja kadłuba była w całości wykonana z niezwykle kosztownego tytanu. Dzięki zastosowaniu takiego materiału, Komsomolec mógł zanurzyć się na rekordową głębokość 1000 metrów, czyli dwukrotność głębokości innych okrętów tego typu (a była to jedynie głębokość operacyjna, szacuje się, że maksymalne zanurzenie mogło wynieść nawet 1500 metrów).
Na pokładzie Komsomolca znajdował się prawdziwy magazyn z bronią, której pole rażenia było ogromne. Na wyposażeniu znajdowało się 10 pocisków manewrujących średniego zasięgu RK-55 Granat (które posiadały zasięg 1500 km), torpedy superakwitacyjne WA-111 Szkwał, które wyposażone były w głowice jądrowe i specjalnie zakończony czubek torpedy, który generował wokół pocisku bańkę gazową. Dzięki zjawisku akwitacji pocisk mógł osiągać prędkość 370 km/h co sprawiało, że uniknięcie go było w zasadzie niemożliwe.

Amerykanie Amerykanie "zgubili" gdzieś 6 potężnych bomb atomowych. Nikt nie wie, co się z nimi stałoCzytaj dalej

Radziecki postrach USA. Dlaczego Komsomolec zatonął?

Komsomolec został wprowadzony do czynnej służby w 1984 roku, a w 1989 zatonął. Na tragedię Komsomolca złożyło się kilka czynników. Przede wszystkim niedoświadczona załoga, która w dniu tragedii posiadała około miesiąca doświadczenia pływania tym okrętem, a większość oficerów stanowiło świeży narybek ze szkół marynarki wojennej. O poziomie profesjonalizmu świadczyć może fakt, że część załogi postanowiła zrobić kawał na Prima Aprilis, który polegał na podpaleniu czujnika pożarowego (przypominamy, że żart ten odbył się na okręcie podwodnym o napędzie atomowym). Jedną z niewielu doświadczonych osób na pokładzie był kapitan okrętu, Jewgienij Wanin. Prawdopodobnie tylko dzięki jego zachowaniu w tragedii nie zginęła cała załoga okrętu.

7 kwietnia 1989 roku, podczas 39 dnia patrolu czujniki pożarowe wszczęły alarm w przedziale rufowym. Okręt zgodnie z procedurą zaczął wynurzanie (znajdował się wtedy na głębokości 340 metrów). Prawdopodobnie na skutek przepalenia się przewodów doszło jednak do fatalnego błędu i powietrze, które miało trafić do zbiorników balastowych, trafiło do płonącego przedziału. To zdarzenie wzmocniło tylko pożar i doprowadziło dodatkowo do wycieku oleju z niewiadomego źródła. Na szczęście zadziałały systemy bezpieczeństwa i odcięły działanie reaktora. Fakt ten sprawił, że okręt stracił napęd, a do tego zacięły się stery głębokości i instalacje hydrauliczne.

Helikopter na Marsie, łódź podwodna na Tytanie. Eksploracja kosmosu przybiera coraz dziwniejsze formyHelikopter na Marsie, łódź podwodna na Tytanie. Eksploracja kosmosu przybiera coraz dziwniejsze formyCzytaj dalej

Sytuacja była tragiczna, jednak dzięki doświadczeniu kapitana Wanina udało się opanować sytuację i wyprowadzić okręt na powierzchnie. Nadano zaszyfrowany sygnał SOS, a w okolicach okrętu zaczęły krążyć norweskie kutry rybackie gotowe do podjęcia załogi. O godzinie 16:51 Komsomolec nadał komunikat, że sytuacja została opanowana, po czym, po 9 minutach zatonął. Zawiodło praktycznie wszystko, załoga nie była przeszkolona z przeprowadzania ewakuacji, marynarze uważali, że pomoc przyjdzie w przeciągu minut, więc nikt nie założył specjalnych skafandrów chroniących przed lodowatą wodą, a na domiar złego norweskie kutry nie dostały pozwolenia na zbliżanie się do miejsca zdarzenia. Takie zezwolenie wydane zostało dopiero po godzinie i czternastu minutach. Wtedy było jednak już za późno, a z 69-osobowej załogi zginęło przynajmniej 39 osób (większość z powodu hipotermii). Komsomolec dalej spoczywa na dnie oceanu, a w celu zabezpieczenia przez skażeniem, został osłonięty specjalnym sarkofagiem.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Wielki brat patrzy. Amerykański dron szpiegujący nad polskim niebem
  2. Amerykanie "zgubili" gdzieś 6 potężnych bomb atomowych. Nikt nie wie, co się z nimi stało
  3. Białoruś się zbroi. Sprawdzamy jakie wojska stacjonują przy polskiej granicy
  4. Amerykańskie B-52 nad polskim niebem. Sytuacja jest napięta, ostra reakcja Białorusi

Następny artykuł