test na covid
Źródło: Pixabay

Sanepid zapomniał go poinformować, że ma wirusa. Pan Tomasz o zakażeniu dowiedział się z Facebooka

Artur ŁokietekArtur Łokietek
8 Maja 2020

Historia Pana Tomasza pełna jest niepotrzebnych procedur, niewyjaśnionych nieścisłości i zwykłego marnowania czasu. O pozytywnym wyniku testu na COVID-19 dowiedział się on przez... Facebooka. I to z własnej inicjatywy, bo służby nie powiadomiły o tym pacjenta.

Pan Tomasz Majewski dowiedział się o tym, że jest chory na COVID-19 przez Facebooka, a kolejne dni przynosiły niepotrzebny bałagan. Podzielił się swoją historią z mediami.

Najpierw operacja, potem COVID-19

Pan Tomasz Majewski był operowany w Szpitalu Bródnowskim, miał wycinany pęcherzyk żółciowy. Operacja zazwyczaj jest prosta, dość szybka i dla samego pacjenta nie nastręcza wyjątkowych trudności. Choć zdarzają się efekty, które potrafią trwać nawet tygodniami - ból gardła przez intubację czy podwyższona temperatura, która jednak sama w sobie wymaga diagnostyki o ile utrzymuje się dłuższy czas. Akurat, gdy chirurdzy operowali pacjenta, w Szpitalu Bródnowskim zaczęło przybywać osób z podejrzeniem COVID-19. Z tego względu po powrocie do domu Pan Tomasz był zaniepokojony, choć zrzucał winę na operację. Cytowany przez TVN24 pacjent opowiada, że faktycznie miał robiony test przy wypisie ze szpitala. W takiej sytuacji nikt nie podejrzewałby przecież, że sanepid będzie zwlekał z poinformowaniem o chorobie, a sam chory szybko trafi pod specjalistyczną opiekę. Nie tym razem.

Facebook działa prężniej niż służba zdrowia

Tomasz wrócił do domu, jednak zalecono mu dwutygodniową izolację "na wszelki wypadek". Jednak informacje o wyniku testu nie przychodziły, a kolejne objawy jedynie się nasilały. Postanowił poszukać odpowiedzi, jednak odsyłano go to na SOR, to do szpitala. W końcu sam zainteresowany postanowił znaleźć lekarza, który go operował. Znalazł go na Facebooku, gdzie w wiadomości zapytał się, czy takie objawy mogą być po operacji. Odpowiedź go zaskoczyła - "Nikt się z panem nie kontaktował? Według mojej wiedzy ma pan wynik pozytywny zakażenia koronawirusem". Tak samo zresztą jak sam chirurg. Postanowił skontaktować się ze szpitalem i z sanepidem, jednak nikt nie odpowiadał. W końcu to nastąpiło - 9 kwietnia, czyli osiem dni od momentu, w którym rzekomy wynik przyszedł z sanepidu. "Dodatni wynik pana Tomasza został zaraportowany do sanepidu w ramach stałej, codziennej informacji, jaką przesyłamy" - twierdzi cytowany przez TVN24 rzecznik Szpitala. Sanepid zaś twierdzi, że informacje dostał z opóźnieniem, bo 6 kwietnia. Wtedy zaczęło się wzajemne obrzucanie winą i wzajemna wymiana oskarżeń.

Izolatka i izolacja

Pan Tomasz trafił do izolatki z objawami ostrej duszności, gdy sanepid i szpital próbowały dojść do tego, kto jest winny zainstniałej sytuacji. Gdy spędzał on tam czas, skończył się oficjalny termin kwarantanny, którą po operacji zalecał szpital. Co zaskakujące - dopiero wtedy policjanci zapukali do drzwi jego mieszkania. Dowiedzieli się wtedy, że pacjent przebywa na izolatce. Służby mundurowe działają zgodnie z informacjami od sanepidu, który nie zalecił kwarantanny w tym konkretnym momencie. Po kolejnym czasie spędzonym w izolatce a później na innym oddziale (gdy testy dawały wynik negatywny) do drzwi Pana Tomasza zapukali żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej chcący przeprowadzić test. Jednak sam zainteresowany ciągle przebywał pod opieką lekarzy. WOT usprawiedliwia się, że zalecenia dostaje również od sanepidu. Gdy pacjent w końcu wrócił do domu, policja znów do niego zapukała - zalecenia od sanepidu kazały przeprowadzać kontrolę kwarantanny do 9 maja, mimo, że poprzednie testy dawały negatywne wyniki. Dopiero 30 kwietnia dostał on oficjalne stanowisko - jest pan zdrowy.

Mimo tej dość niepokojącej historii i rzeczowego pokazania maszyny systemowej, pan Tomasz chwali pracowników za ich upór i dbanie o pacjentów. Mimo wszystko okazuje się, że gdyby nie upór samego zainteresowanego i Facebookowe poszukiwania chirurga, całość mogłaby potoczyć się zgoła inaczej.

Zobacz także:

  1. Ministerstwo Zdrowia poinformowało o nowych przypadkach zakażenia koronawirusem
  2. Naukowcy zbadali próbki 17 milionów ludzi. Cztery grupy szczególnie narażone na śmierć z powodu wirusa
  3. MZ informuje o nowych przypadkach. Zmiana w statystykach, WSSE Łódź przekazało błędny raport
  4. Co stało się z Kacperkiem. Specjalistyczny sprzęt nic nie wykazał



Następny artykuł