Radiacja ostrzeżenie
Źródło: Pixy

Doszło do poważnego wypadku radiacyjnego. Przez ponad rok zatajano informację

Artur ŁokietekArtur Łokietek
6 Września 2020

Do poważnego wypadku radiacyjnego doszło w maju ubiegłego roku. Jednak dopiero teraz się o tym dowiedzieliśmy. Sprawa przez ponad rok była zamiatana pod dywan, a przez głupie ludzkie błędy skażeniu uległ znaczny obszar.

Poważny wypadek z substancjami promieniotwórczymi i dowiadujemy się o tym długo po fakcie? Skądś już to znamy... Dopiero teraz odtajniono oficjalny raport.

Wypadek radiacyjny

Zgodnie z informacjami podanymi przez serwis Napromieniowani.pl doszło do dość poważnego wypadku z udziałem promieniotwórczych substancji. Wypadek miał miejsce w maju 2019 roku w Sarajewie, czyli stolicy Bośni i Hercegowiny. W zachodniej części miasta znajduje się nieczynny już zakład Energoinvest, w którym przez ostatnie lata przechowywano Cez-137. Ta promieniotwócza substancja zazwyczaj używana jest m.in. do celów przemysłowych. Co ciekawe jednak, to fakt, że Cen-137 przechowuje się w specjalnych "pastylkach", które z kolei trzymane są w pojemnikach znajdujących się w specjalnych do tego przeznaczonych większych pojemnikach. Mimo takich zabezpieczeń, ktoś najwidoczniej upuścił pastylkę...

Amerykanie testują broń przed którą nie ma obrony. Rosjanie przodują w tej technologiiAmerykanie testują broń przed którą nie ma obrony. Rosjanie przodują w tej technologiiCzytaj dalej

Głupi błąd

Radioaktywny materiał najpewniej był transportowany ze starego magazynu do nowego miejsca, jednak co najmniej dwie pastylki substancji musiały się rozstrzaskać. Niestety, nie poinformowano w jaki konkretny sposób doszło do wypadku, jednak zgodnie z tym, co twierdzą Napromieniowani.pl, "pastylki" z Cezem-137 są kruche i w przeszłości już dochodziło do podobnych wypadków, m.in. w składowiskach w Czarnobylu. Odopowiednio przeszkolony personel nie powinien mieć problemu z zażegnaniem kryzysu, jednak w przypadku wypadku w Sarajewie swój udział miał także czynnik ludzki. Zamiast przeprowadzić prace mające wyczyścić skażony obszar, zdecydowano się na... wyburzenie obiektu.

Naukowcy o rosyjskiej szczepionce na COVID-19. Niesamowite wiadomościNaukowcy o rosyjskiej szczepionce na COVID-19. Niesamowite wiadomościCzytaj dalej

Przez rok było cicho

Dalsza historia brzmi jak symulacja rozprzestrzeniania się pandemii - zburzone gruzy zostały rozsypane przez spychacz, a potem skażony metal trafił na złomowisko. Gdyby nie rutynowa kontrola, nikt zapewne nie dowiedziałby się, jak wielki obszar uległ skażeniu. Mowa tutaj bowiem o powierzchni nawet 40 tys. metrów kwadratowych. Gruzy wróciły do hal, gdzie stwierdzono, iż skażenie występuje w większości z nich i w wielu niewielkich punktach wokół. Ustalono to dopiero 12 grudnia tamtego roku, gdy jedna z firm wynajmujących hale postanowiła przeprowadzić analizy i powiadomiono o wypadku Instytut Zdrowia Publicznego. Zgodnie z doniesieniami, teren jest odizolowany i pilnowany przez całą dobę, a odkażaniem ma zająć się Państwowy Urząd Regulacji ds. Promieniowania i Bezpieczeństwa Jądrowego. Warto jednak wiedzieć, iż wypadek ma charakter wyłącznie lokalny i nie grozi skażenie większego obszaru ani, tym bardziej, żadne "toksyczne chmury".

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Kot nie przepadał za córką właścicieli. Pewnej nocy ukryta kamera zarejestrowała, co robił w jej łóżeczku
  2. Na Magdę Gessler posypały się gromy, fani są oburzeni jej zachowaniem. Bardzo niebezpieczna sytuacja
  3. Przez nowy internetowy challenge zwątpiłem w ludzkość. Jest pierwsza ofiara śmiertelna
  4. Władze pracują nad zaostrzeniem surowego zakazu. Może wejść w życie szybciej niż sądzimy

Następny artykuł