Widok na Night City zza samochodu i głównego bohatera Cyberpunk 2077
Źródło: igdb.com/ materiały prasowe

Do premiery Cyberpunk 2077 zostały 3 dni. Uważasz, że polska gra będzie światowym sukcesem?

Łukasz KopcińskiŁukasz Kopciński
7 Grudnia 2020

W przededniu premiery Cyberpunka 2077 analizujemy argumenty za i przeciw sukcesowi gry. Przyglądamy się predyspozycjom CD Projekt RED do stworzenia klasowego tytułu RPG z istotnymi elementami akcji. Historia zna przypadki, kiedy skazane na sukces projekty przeradzały się w klapę.

Od momentu, gdy poznaliśmy szczegóły na temat projektu Cyberpunka 2077, obawy budziła implementacja przez CD Projekt RED w swoim kolejnym dziele systemu strzelania i prowadzenia wehikułów. Polskie studio dotychczas udowodniło, że na światowym poziomie opanowało funkcjonalności związane z typowymi RPG. Jednakże, zanim ugruntowano swoją pozycję na tym polu, już w następnej produkcji rzucono się na eksplorację niezbadanych terenów.

Cyberpunk 2077 w teorii skazany na sukces

Wiadomo, że sukces ostatniej odsłony przygód Geralta zaowocował środkami na zatrudnienie speców od nowych mechanizmów. Jednak twórcy jako zespół pod wieloma względami poznawali swoje możliwości na nowo. Podziw w Wiedźminie 3 budziły ogólny rozmach, a także projekt zadań, które występowały licznie i starały się opowiadać własne, mniejsze historie. Mieć głębię ponad typowe zanoszenie przedmiotu z miejsca na miejsce czy oczyszczenie danej lokacji z grupki bezmyślnych wrogów. Główna oś fabularna to był epicki film, a czynności poboczne imitowały odcinki równie angażującego serialu. Te elementy spodziewane są błyszczeć także w Cyberpunku.

Po Dzikim Gonie CD Projekt RED wdrapał się na szczyt. Firma jeszcze przed tą premierą była w Polsce niezwykle ceniona. Pamiętajmy jednak, że jedynka i Zabójcy królów nie były tak spektakularnymi hitami poza granicami. Sprzedawały się na tyle dobrze, by deweloperzy z każdym kolejnym przedsięwzięciem mogli mierzyć wyżej, zatrudniać specjalistów, ulepszać technologię. Bank rozbił dopiero Wiedźmin 3, na stałe zapisując Geralta w galerii kultowych postaci z gier. W każdej z odsłon poruszano się jednak bezpiecznie w obrębie jednego gatunku.

Bardzo byśmy nie chcieli, aby CDP RED spadł teraz z piedestału, na który wdarł się ciężką pracą, stopniowo zwiększając ambicje i zakorzeniając się w świadomości branży w skali globalnej. Jednakże pycha kroczy przed upadkiem, a rodacy porywają się na niespotykaną dotąd skalę wyzwania. Z relacji dziennikarzy, którzy obcowali z wcześniejszymi wersjami Cyberpunka 2077, można wywnioskować, że elementy akcji pozostawiają nieco do życzenia. Ilu jesteśmy w stanie wymienić producentów, którym w żadnym momencie nie powinęła się noga? Znacznie więcej w pewnym momencie straciło zaufanie graczy, co jeszcze kilka lat wcześniej wydawało się niemożliwe.

Czy kojarzycie może tragedię BioWare?

Pierwszym przykładem ku przestrodze, jaki się nasuwa, jest BioWare. Cóż to była za firma w czasie swojej świetności. Zaczęli od klasycznych erpegów w postaci Wrót Baldura. Następnie przygotowali udane Neverwinter Nights. Wypuścili niesamowitych Knights of the Old Republic, próbując się w nieco innym ukazaniu gameplayu, przerzucając kamerę bliżej pleców postaci. Potem przyszedł czas na Jade Empire, grę poprawną, ale nie tak bardzo cenioną jak poprzednicy. Dopiero po tylu tytułach zmieszano opanowaną niemal do perfekcji sztukę tworzenia RPG z nowością w postaci strzelanki. Tak oto dostaliśmy jedną z najlepszych trylogii w dziejach gamingu – Mass Effect.

Po tej rewelacji BioWare zaczął popełniać błędy. Dragon Age 2 zasiał ziarno niepewności, w niektórych aspektach rozczarowując, prezentując elementy poniżej poziomu, do którego przyzwyczaili nas twórcy. To było tylko preludium do czegoś znacznie gorszego. Czwarta odsłona Mass Effect, opatrzona podtytułem Andromeda podzieliła fanów. Raziła największą dotąd liczbą bugów w historii dzieł studia. Nawet ten tytuł nie był jeszcze prawdziwym fiaskiem. Katastrofą okazała się premiera ambitnego Anthem, który najmocniej zachwycał na przedpremierowych materiałach, a gwoździem do trumny okazał się nudny system customizacji, zainfekowany mikropłatnościami. Co gorsza, niezwykle wyczekiwany tytuł zawiódł też na płaszczyznach, na których BioWare uchodził za najlepszych w biznesie.

Odpowiadając zatem na pytanie, czy Cyberpunk 2077 będzie sukcesem, trzeba wziąć poprawkę, jak nawet najwięksi idole graczy potrafili zejść na złą ścieżkę. Upadek BioWare wiąże się z nadmierną pewnością siebie i pogonią za coraz większymi wpływami. Dodatkowa monetyzacja nie ominie Cyberpunka 2077, ale wydaje się, że w pewnym momencie Polacy uznali, iż właściwa część gry potrzebuje na tyle dużo uwagi, że należy chwilowo odłożyć tryb multiplayer. To również stawia znak zapytania co do końcowego efektu. Po premierze Anthem dowiadywaliśmy się z wycieków o kontrowersyjnym procesie powstawania, zmianach koncepcji i przestojach w produkcji. Podobne newsy napływały z obozu Redów. Modyfikacje co do ogólnego pomysłu na tytuł, crunche i przekładanie premiery. Najświeższe wątpliwością wiążą się z pogłoskami o ogromnych łatkach szykowanych na debiut. Cyberpunk 2077 powinien być hitem sprzedażowym na samej bazie preorderów. Wielu wyznaje zasadę no preorders, ale CD Projekt RED jest jednym z nielicznych producentów, którym zaufano na tyle, że nie posądza się ich o wypuszczenie wybrakowanego produktu. Jednak te poślizgi i patche last minute dają do myślenia, czy jednak nie lepiej poczekać na recenzje... Jeżeli okażą się negatywne, to CDP RED spadnie z wysokiej Płotki.

Następny artykuł