Rakieta Falcon 9
Źródło: youtube.com/SpaceX/kadr z filmu

Odłamki rakiety kosmicznej spadły na farmę. Elon Musk musi się tłumaczyć

Gabriela SicińskaGabriela Sicińska
5 Kwietnia 2021

Wczoraj rakieta Falcon 9, wracająca z misji dostarczenia satelitów Starlink Elona Muska, wracała na swoje ziemskie lądowisko. Jeden z jej członów, który miał się odłączyć i momentalnie spalić w atmosferze, rozpadł się na kawałki i rozświetlił niebo deszczem płomieni. Niestety, część odłamków dotarła do Ziemi.

Rakiety Falcon 9 firmy SpaceX są regularnie wystrzeliwane w przestrzeń kosmiczną ze względu na konieczność dostarczenia satelitów Starlink. Generalnie są to rakiety wielorazowego użytku, jednakże nie wracają na Ziemię w całości. Jeden z członów odłącza się w drodze powrotnej i spala w atmosferze w krótkim rozbłysku. Chyba że coś pójdzie nie tak.

Odłamek rakiety uderzył w farmę

W tym przypadku coś poszło nie tak podczas procedury odłączania członu rakiety. Jak podaje serwis Komputer Świat, zamiast momentalnie spłonąć w ziemskiej atmosferze, ten rozpadł się na kawałki, które zapewniły prawdziwe widowisko mieszkańcom północno-zachodnich Stanów Zjednoczonych. Część z nich rzeczywiście uległa samospaleniu. Niestety, nie wszystkie.

Kilka odłamków spadło na farmę w stanie Waszyngton. Rolnicy znaleźli niemal cały zbiornik ciśnieniowy, oderwany od rakiety Falcon 9. Był pokryty sadzą, lecz zachowany niemal w całości. Zrobił w gruncie potężne wgniecenie, gdyż ów zbiornik gabarytami przypomina naprawdę pokaźny worek treningowy.

Pierwszy marsjański helikopter już na pozycji startowej. Mamy pierwsze zdjęcie IngenuityPierwszy marsjański helikopter już na pozycji startowej. Mamy pierwsze zdjęcie IngenuityCzytaj dalej

SpaceX nie jest w formie

To już kolejny problematyczny manewr kosmicznych pojazdów SpaceX, który niekoniecznie udał się tak, jak powinien. Nie zmienia to jednak faktu, że odłamki rakiety Falcon 9 to nic, w porównaniu z czterema roztrzaskanymi statkami kosmicznymi Spaceship, z których żaden nie przetrwał ryzykownego manewru lądowania.

Najnowszy z nich, Starship SN11, nie dotrwał nawet do owego manewru. Nie znamy szczegółów, jednak ewidentnie coś poszło nie tak podczas ponownego uruchomienia silników Raptor, które miały posłużyć podczas lądowania. Dosłownie sekundę po odpaleniu jednego z nich straciliśmy łączność z kamerami statku, z kolei niebo rozświetliła na chwilę pomarańczowa poświata wybuchu.

Elon Musk, jak zwykle, pozostaje niezrażony i cierpliwie przygotowuje się już do testowania kolejnego prototypu, który według jego słów już za kilka dni zostanie umieszczony na platformie startowej. Będziemy pisać o przyszłych transmisjach, jak tylko pojawią się oficjalne informacje ze strony Elona Muska i SpaceX.

źródło: Komputer Świat

Artykuły polecane przez redakcję Techgame:

Następny artykuł